O zawodzie dietetyka, o prozdrowotnej diecie i miejscu, jakie powinny zajmować w niej owoce jagodowe rozmawiamy z Patrycją Marszalec, mgr dietetyki.
Jest Pani magistrem dietetyki, absolwentką studiów na Wydziale Lekarskim Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Co sprawiło, że związała Pani swoje życie zawodowe z dietetyką?
Od “zawsze” starałam się schudnąć. Gdy byłam nastolatką, miałam nadwagę. Przetestowałam na sobie mnóstwo diet z Internetu, głównie były to głodówki i dieta jabłkowa, w połączeniu z intensywnymi ćwiczeniami. Każda dieta prowadziła do tego, że chudłam, ale jak zaczynałam normalnie jeść, masa ciała wracała z nadwyżką. Nie było to dla mnie łatwe.
W liceum zrozumiałam, że takie diety nie pozwalają osiągnąć długoterminowego efektu i podjęłam kolejną próbę odchudzania. Wtedy modne było jedzenie pięciu posiłków dziennie, o stałych porach. Tak zrobiłam i dało mi to długotrwałe efekty. Teraz wiem, że nie trzeba jeść pięć posiłków, żeby schudnąć, najważniejszy jest deficyt energetyczny, a to czy wyrobimy go przy trzech posiłkach czy przy sześciu, zależy od naszego stylu życia i preferencji.
Będąc w drugiej klasie liceum zaczęłam zastanawiać się nad kierunkiem studiów i wpadł mi do głowy pomysł - dietetyka. W liceum byłam na profilu geograficzno-prawniczym i nie miałam rozszerzonej biologii ani chemii, więc ten pomysł wydawał się absurdalny. Mimo to wzięłam sprawy w swoje ręce, studia I stopnia skończyłam w Lublinie, a studia II stopnia - w Krakowie.
Na studiach magisterskich przyszedł moment, w którym ukierunkowałam się na konkretną specjalizację. Zaczęłam interesować się hormonami i zgłębiać wiedzę na ich temat. Z perspektywy czasu wiem, że bycie dietetykiem „od wszystkiego” nie dałoby mi tak dużej satysfakcji.
Zawsze lubiłam też gotować, miałam poczucie smaku, dla mnie to naturalnie wiąże się z zawodem dietetyka. Nie wyobrażam sobie dietetyka, który nie umiałby i nie lubił gotować.
W swojej pracy łączę więc moje trzy pasje: pomoc innym ludziom, gotowanie i fotografia kulinarna.

Na swojej stronie zdrowy-sukces.pl pisze Pani: „pomagam kobietom zawalczyć o pewność siebie, uporać się z zaburzeniami hormonalnymi i pokochać gotowanie”. Czy to właśnie kobiety, z zaburzeniami hormonalnymi i niezbyt lubiące gotowanie, najczęściej zwracają się do Pani po fachową pomoc?
Tak, zdecydowanie. Od ponad dwóch lat pomagam kobietom z zaburzeniami hormonalnymi, głównie z zespołem policystycznych jajników, insulinoopornością, endometriozą, hiperandrogenizmem, hiperprolaktynemią, niepłodnością, zaburzeniami miesiączkowania, nierównowagą hormonalną, trądzikiem, migreną, chorobami tarczycy.
Lubię jeść smacznie, a w kuchni odnajduję się jak ryba w wodzie. Uczę, że żywienie w zaburzeniach hormonalnych ma bardzo duże znaczenie. Na przykład kobiety z endometriozą odżywiające się według moich zaleceń, mają o połowę słabsze objawy i postęp choroby, niż gdyby nie przykładały do żywienia (i ogólnego stylu życia) uwagi. Posiłki, które proponuję moim podopiecznym są smaczne, szybkie w przygotowaniu i, przede wszystkim, proste. To sprawia, że ktoś, kto nie lubi lub nie umie gotować, szybko i chętnie się gotowania uczy. To daję mi wielką satysfakcję.
W pracy z kobietami skupiam się na podejściu holistycznym. Uczę nie tylko jak jeść i jak gotować, równie ważny jest dla mnie sen oraz ograniczenie czynników stresowych. Przewlekły stres, wywołany na przykład pobudkami w nocy, sytuacjami dnia codziennego, potrafi prowadzić do insulinooporności, obniżenia płodności czy chorób autoimmunologicznych.
Pod koniec 2021 r. firma badawcza Kantar podsumowała aspiracje żywieniowe Polaków w minionym roku. Z badań wynika, że pandemia skokowo zwiększyła naszą świadomość prozdrowotną. 58% respondentów przyznało, że zwraca uwagę na to, by sposób odżywiania wzmacniał odporność. Trzech na pięciu Polaków wyraziło chęć zmiany diety na bardziej prozdrowotną, zwiększając spożycie owoców i warzyw. To właśnie spożywanie owoców i warzyw w największym stopniu buduje zdrowie i zwiększa odporność - takie było zdanie 64% respondentów. To brzmi bardzo optymistycznie. Czy to pokrywa się z Pani obserwacjami z tzw. terenu?
W naszym społeczeństwie obserwuję przede wszystkim zależność, która pokazuje, że dopóki nie dotknie nas choroba, nie myślimy o tym, co nakładamy na talerz.
Żyjemy niestety w czasach, w których większość rzeczy, która nas otacza ma mniej lub bardziej niekorzystny wpływ na nasze zdrowie. Na szczęście więcej się teraz o tym mówi i część Polaków zaczyna rozumieć, że żywienie ma ogromne znaczenie dla zdrowia. Zdecydowanie lepiej jest jeść dla prewencji chorób niż po to, by leczyć daną jednostkę chorobową. Zauważyłam, że kobiety mają większą świadomość profilaktyki, badań okresowych oraz żywienia niż mężczyźni.
Jest spora grupa osób twierdzących, że zdrowo się odżywia, ale gdyby tak wnikliwie przeanalizować ich jadłospis od strony dietetycznej, okazałoby się, że to ich zdrowe odżywianie w praktyce wcale nie jest takie zdrowe. Produkt, który wygląda na zdrowy wcale taki nie musi być. Bardzo ważne jest czytanie etykiet.
Chciałabym, żeby każdy spożywał 4-5 porcji warzyw dziennie, gdzie porcją nazywamy np. pół papryki lub cały pomidor. Niestety z moich obserwacji wynika, że tak nie jest, w szczególności osoby otyłe nie przywiązują do tego spożycia uwagi.
Podsumowując, mogę powiedzieć: tak, widzę rosnącą świadomość tego, że odpowiednie żywienie wspomaga naszą odporność i chroni przed chorobami, jednak wciąż dotyczy to za małej ilości Polaków.
Jak wygląda współpraca z dietetykiem? Od czego taka współpraca się zaczyna i czego można się po niej spodziewać?
Początek to odpowiednia motywacja i chęć podjęcia współpracy dietetycznej. Bez nich zmiana nawyków żywieniowych może się nie udać. Osoba, która jest zainteresowana współpracą dietetyczną, kontaktuje się ze mną i opisuje swój problem. Ja z kolei dopytuję o istotne z mojego punktu widzenia szczegóły i zalecam wykonanie określonych badań. Są one diagnostycznie niezbędne.
Następnie pacjent wypełnia rozbudowany kwestionariusz zdrowotno-żywieniowy. To kopalnia wiedzy o nawykach i przyzwyczajeniach danej osoby, o tym co lubi, a czego nie lubi jeść, czy jej praca jest fizyczna czy siedząca, czy ma możliwość podgrzania posiłku w pracy, ile posiłków dziennie preferuje, jaka jest jej historia rodzinna i zdrowotna, jakie leki i suplementy przyjmuje.
Po otrzymaniu wyników badań i kwestionariusza, mam już wszystkie informacje potrzebne do pracy, na ich podstawie układam indywidualny jadłospis, z obszerną notatką, która obejmuje analizę dotychczasowego żywienia, zalecenia w danej jednostce chorobowej, informacje dotyczące jadłospisu, plan suplementacyjny, jeśli jest on konieczny, oraz analizę wyników badań.
Jadłospis, który układam służy do nauki i kolejny krok to samodzielne zastosowanie się do jadłospisu. Dążymy do tego, by osoba, której towarzyszę, stała się w pełni samodzielna: sama wiedziała jakie produkty wybierać i ile czego jeść dla podtrzymania zdrowych nawyków żywieniowych.
Zauważyłam w swojej pracy taką prawidłowość: gdy osoba, która się do mnie zgłasza ma konkretny cel, jest zmotywowana i faktycznie stosuje się do zaleceń, zamierzony efekt zostaje osiągnięty. Natomiast, gdy zgłaszająca się osoba nie jest pewna celu i tego czy sobie poradzi, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wróci do starych nawyków żywieniowych, niestety.
ABC klasycznej, prozdrowotnej diety - jakie powinno być? Czy może Pani w kilku zdaniach przybliżyć nam tzw. żelazne zasady?
Żeby być zdrowym, mieć dobre wyniki badań i czuć się w pełni energii, należy przyjrzeć się swojej diecie, aktywności fizycznej, jakości snu oraz ilości stresu. Na nasze samopoczucie wpływa całokształt stylu życia.
Jeśli chodzi o dietę, najważniejszą zasadą jest to, aby w każdym posiłku znalazły się warzywa lub owoce, najlepiej świeże. Byłoby idealnie, gdyby połowę talerza zajmowały warzywa, które dostarczają nam błonnika, witamin, składników mineralnych i polifenoli.
Kolejną zasadą jest różnorodność diety. Co to znaczy? Włączajmy do naszej diety różne rodzaje kasz, ryżów, makaronów, warzyw, owoców i innych produktów. Wszystko po to, aby zapewnić dostarczenie wszystkich składników mineralnych i witamin z dietą, bez potrzeby suplementacji.
Należy pamiętać, by każdy posiłek odpowiednio zbilansować. Dbajmy o to, żeby na talerzu znalazło się źródło białka (mięso, strączki, ryby, nabiał), źródło węglowodanów (kasza, ryż, makaron), źródło tłuszczu (olej, tłusta ryba, awokado, orzechy, nasiona) oraz warzywa i owoce.
Nie można zapominać o odpowiedniej ilości wody. Przeciętnie jest to 1,5 litra wody dziennie.
Jako producent owoców jagodowych liofilizowanych, jesteśmy szczególnie zainteresowani tym, co owoce jagodowe mogą wnieść w kontekście prozdrowotnym. Jakie powinno być ich miejsce w codziennym żywieniu osoby zdrowej?
Coraz więcej mówi się o owocach jagodowych w kontekście zdrowia i to mnie bardzo cieszy. Owoce jagodowe to złoto dla naszego organizmu, ponieważ dostarczają bardzo dużo związków, które wykazują działanie zwalczające wolne rodniki, odpowiadające za stany zapalne w organizmie.
Często sięgamy po zagraniczne superfoods wybierając imbir, kurkumę, jagody goji, nasiona chia czy acai. Nasza polska żywność, o udowodnionym prozdrowotnym działaniu, nie jest do końca doceniania. Świetnym przykładem takiej prozdrowotnej żywności są właśnie owoce jagodowe.
Zaleca się, aby owoce jagodowe spożywać codziennie. W sezonie - owoce świeże, a poza sezonem polskie owoce liofilizowane lub mrożone.
A w przypadku osoby, która zdrowa nie jest i ma np. zaburzenia hormonalne? Albo zmaga się z insulioopornością? Czy owoce jagodowe będą wskazane?
Owoce jagodowe powinien jeść każdy, ale kobiety z zaburzeniami hormonalnymi, którym towarzyszą stany zapalne spowodowane właśnie nierównowagą hormonalną i, często dodatkowo z nadmierną masą ciała, powinny zaprzyjaźnić się z tymi owocami jeszcze bardziej.
W insulinooporności mamy do czynienia z przewlekłym stanem zapalnym, na który możemy wpłynąć między innymi dietą. Owoce jagodowe to jedne z najsmaczniejszych i najbogatszych w antyoksydanty produktów spożywczych, które pomagają w usuwaniu wolnych rodników, nasilających stan zapalny.
Poza tym, owoce jagodowe mają małą ilość węglowodanów i mogą być jedzone bez ograniczeń w porównaniu np. z bananem, który tych węglowodanów prostych posiada dużo więcej, co wpływa na nagły wyrzut glukozy, a tego chcemy przecież unikać, szczególnie mając insulinooporność.
Czy wszystkie owoce jagodowe są tak samo ważne dla zdrowia?
Wychodzę z założenia, że lepiej jeść dowolne owoce jagodowe, niż nie jeść ich wcale. Wiemy, że im ciemniejszy owoc, tym związków prozdrowotnych zawiera więcej. Polecam jeść szczególnie jagody, jeżyny, borówki, aronię, porzeczki, czarną malinę, ale także truskawki i maliny.
Jaką ilość owoców jagodowych powinniśmy codziennie spożywać, by ich prozdrowotne oddziaływanie było realne?
Im więcej tym lepiej, jednak już garść owoców jagodowych dziennie przyczyni się do zredukowania stanów zapalnych i opóźnienia procesów starzenia. Tę garść owoców można zjeść solo, ale także dodając ją do owsianki czy sałatki.
Czy to spożycie naprawdę musi być codzienne?
Byłoby świetnie, gdyby owoce jagodowe spożywane były codziennie, jednak mamy wiele ograniczeń w tym np. cena takich owoców poza sezonem. Zalecam więc, żeby było to jak najczęściej, kilka razy w tygodniu zimą i zdecydowanie częściej latem, gdy mamy sezon na nasze polskie świeże owoce jagodowe.
Ten sezon na świeże owoce jagodowe nie jest z Polsce długi. Co powinniśmy zrobić po jego zakończeniu? Przerwać konsumpcję owoców jagodowych i poczekać na rozpoczęcie nowego sezonu? „Polować” na świeże owoce jagodowe importowane z dalekich krajów? Przerzucić się na mrożonki? Na owoce liofilizowane? Którą z tych opcji Pani poleca i dlaczego?
To prawda, sezon na owoce jagodowe w Polsce jest dość krótki. Nie polecam jedzenia owoców importowanych z dalekich krajów zimą, ponieważ mają one dużo gorszy smak, są drogie a ich właściwości nie są tak dobre, jak właściwości owoców lokalnych, dojrzałych w słońcu. Owoce importowane są zbierane jeszcze przed okresem dojrzałości, aby przetrwały długą drogę, kiedy trafią na nasz talerz i nie są tak dobre, jak owoce polskie zebrane w sezonie.
To, co mogę polecić poza sezonem, to jedzenie owoców polskich mrożonych oraz polskich owoców liofilizowanych. Wybierając owoce liofilizowane skupiłabym się na ich jakości. Polecam wybrać owoce liofilizowane, których produkcja odbywa się bez wykorzystania mikrofal. Podczas dosuszania mikrofalami najcenniejsze właściwości owoców jagodowych są niestety tracone.
Liofilizacja żywności przez niektórych jest postrzegana jako jakiś „kosmiczny” i/lub „chemiczny” proces, który niewiele może mieć wspólnego ze zdrowym odżywianiem i naturalną żywnością. Jakie jest spojrzenie współczesnej dietetyki na liofilizację?
To prawda, że wiele osób nie ma świadomości, że jest to proces bezpieczny. Osoba nie zajmująca się żywieniem, kojarzy proces liofilizacji z utratą wszystkich najcenniejszych składników, a - jak wiemy - tak nie jest. Liofilizacja jest jedną z najlepszych metod na konserwowanie owoców. Proces ten zachowuje praktycznie wszystkie wartościowe składniki, które dany produkt posiada w postaci świeżej.
Współczesna dietetyka jest jak najbardziej na tak, jeśli chodzi o produkty liofilizowane. Jest to proces, który nie wpływa na barwę, ani na utratę cennych wartości odżywczych. Co więcej, w zdecydowanej większości żywności liofilizowanej nie znajdziemy konserwantów, polepszaczy smaku oraz sztucznych aromatów. Usunięcie wody z produktu przy jednocześnie niskiej temperaturze, pozwala na uzyskanie produktu czystego i bezpiecznego pod względem mikrobiologicznym.
Prozdrowotna dieta jest zazwyczaj skazana na porażkę, zwłaszcza w kontekście długoterminowym, jeśli nie jest smaczna. Dość rozpowszechniona jest nadal opinia, że to, co liofilizowane, nie jest smaczne, a w szczególności owoce liofilizowane nie są smaczne.
Myślę, że takie opinie dotyczą osób, które albo nie spróbowały owoców liofilizowanych, albo spróbowały tylko raz i sięgnęły po produkty firmy, która nie dba o jakość tych owoców. Sama miałam w przeszłości okazję spróbować owoców liofilizowanych innych firm niż Państwa i wydały mi się one kompletnie nieatrakcyjne, bez smaku. Po spróbowaniu owoców liofilizowanych Lioforte jestem zachwycona i nie zgodzę się z opinią, że owoce liofilizowane są niesmaczne. Wszystko zależy od starań producenta.
Czy jest coś, co w naszych owocach liofilizowanych Panią pozytywnie zaskoczyło? Jeśli tak, co takiego?
Zdarzyło mi się w przeszłości kilka razy kupić owoce liofilizowane innych firm, zazwyczaj były one pokruszone i bardzo słodkie, a w składzie znajdowały się niepotrzebne dodatki. Wasze owoce zaskoczyły mnie tym, że są w całości, wyglądają jak ich świeże odpowiedniki, a do tego są bardzo smaczne i chrupiące.
Jaki jest Pani ulubiony owoc pośród owoców jagodowych w ogóle i pośród owoców jagodowych liofilizowanych, które znajdują się w naszej ofercie?
Szczerze mówiąc lubię wszystkie owoce i ciężko jest mi stwierdzić, który jest moim ulubionym. Myślę, że najbardziej lubię truskawki i borówki. Jeśli chodzi o owoce jagodowe liofilizowane, to bezkonkurencyjnie wygrywa u mnie malina.
Dziękujemy za rozmowę.
Ja również dziękuję.
---
©Tekst: Lioforte Sp. z o.o. Sp.k.; zdjęcia: Patrycja Marszalec/Zdrowy-sukces.pl
Dalsze rozpowszechnianie w/w tekstu w całości lub jego fragmentów, oraz/lub zawartych w nim zdjęć wymaga uprzedniej zgody firmy Lioforte.